Uzależnieni od bezdomności

– Umyj zęby Tadziu – ten nakaz słyszało w swoim życiu wielu 5 letnich Tadziów i zapewne większość osób, których rodzice mięli na uwadze zdrowie swoich dzieci. Tadzio rósł, mył zęby już sam dla siebie. Z jednej strony dla zdrowia – bo cały czas pamięta borowanie u Pani Hani dentystki -, z drugiej obawiał się, żeby nie wytworzyć wokół siebie opinii tego “co mu jedzie”. Później Tadzio odebrał na Madalińskiego* swojego Tadzia juniora i znów gdy dziecko już mogło samo utrzymać szczoteczkę, mówił – Umyj zęby Tadziu.

** dla nieznających Warszawy. Na Madalińskiego znajduje się szpital położniczo-ginekologiczny Również przy tej ulicy znajduje się teren występowania bohaterów “Jak to ogarnąć?” Magdy i Janka

Ale oprócz tej, nasze życie składa się z setek rutyn, które powodują, że jest ono uporządkowane i jesteśmy w stanie realizować swoje własne cele. Niestety, nie zawsze to co jest potrzebne, jest przyjemne. Założę się, że nie każdy lubi zmywać (ja akurat lubię), prasować, wynosić śmieci, chodzić do niewymarzonej pracy. Wiele osób walczy z prokastynacją (patologiczne odkładanie wszystkiego na później), ale póki walczy, to nawet jak mu się statki w zlewie przeterminują o kilka dni, to nadal jest wszystko w porządku,

Alkohol. Podejrzewam, że dla większości ludzi jest on przyjemny. Nawet pomimo kary kaca, ludzie świadomi jego wystąpienia, są w stanie podjąć ryzyko, żeby raz na jakiś czas trochę zmienić swoje postrzeganie rzeczywistości i odciąć się od codziennych problemów i trosk. Dopóki konsumpcja alkoholu nie staje na drodze i nie zakłóca rutyny dnia codziennego, to – upraszczając – nadal jest wszystko w porządku.

A co jak nie jest wszystko w porządku? Co jeżeli świadomi odrzucamy męczące rutyny? Kiedy przestajemy chodzić do pracy, przestajemy zachowywać higienę osobistą? Kiedy przestaje nas interesować wykonywanie męczących obowiązków dnia codziennego i zaczynamy robić tylko to “co nam się podoba”? Kiedy alkohol/narkotyki stają się przyjemną alternatywą pójścia do biura/magazynu/fabryki/punktu usługowego w celu zarobienia pieniędzy? Po co mam utrzymywać mieszkanie jak mogę tego nie robić?

Jeden wniosek, sam się nasuwa. Tacy ludzie są w pełni WOLNI… od zajęć.

Ludzie, żeby normalnie funkcjonować muszą być potrzebni oraz muszą mieć jakieś zajęcie. Rutyny nie tylko uatrakcyjniają nasze życie, ale czynią je ciekawszymi. Ile razy tak było, że nawet w nudnej pracy jak się dostało ciekawe zajęcie, to nagle się okazywało, że jest już 17 i trzeba się zawijać do domu… a by się jeszcze chwilę posiedziało. Zapewne każdy myślał, co by to było, gdyby tydzień miał 4 dni pracujące, ale było by super. Niestety na to pytanie nie jestem w stanie kompetentnie się wypowiedzieć, bo nie mam w takim wymiarze doświadczenia. Jestem za to w pełni kompetentny do udzielenia odpowiedzi, co do 3 dniowego trybu z 4 dniami weekendu. Tak mi się zdarzyło pracować (nie będę tu rozwijał tego tematu, ale dla bardzo ciekawych, to jestem programistą i taki miałem kontrakt) prze prawie 9 mc i muszę przyznać, że było…

… totalnie bez sensu. Regularne 4 dni wolnego były fajne przez pierwsze kilka tygodni (tyle co za długi urlop), później zwyczajnie zaczynałem popadać w apatię i zaczynała mnie trawić nuda. Zupełne rozregulowanie rytmów, do których przywykłem przez praktycznie całe życie. Na szczęście się to wszystko skończyło i mogłem podjąć normalną 10h pracę/dobę.

Ale jaki ma to związek? Chodzi o przyzwyczajenia i sposób postrzegania pewnych zjawisk z perspektywy osób, które ich nie doświadczyły. Tak tutaj, osoba, która nie chce podejmować obowiązków życiowych i stosować norm (które są powszechnie stosowane), nie jest w stanie się przeprogramować na takie, gdy jej życie świadomie je odrzuciło i stworzyło własne zasady. Mówię tutaj o wciąganiu ludzi z bezdomności, którzy są bezdomnymi z wyboru. Ci ludzie wybrali karton z dociepleniem styropianowym i 3 kołdrami, zamiast mieszkania w bloku z CO. Zrezygnowało z regularnych dochodów, bo wszystko mogą uzyskać w prosty sposób. Nie wydają na ratę kredytu – mają karton w parku/rurę ciepłowniczą/schronisko jak jest bardzo zimno. Nie muszą kupować jedzenia, bo mają stołówki, które zapewniają im wikt, Nie potrzebują kupować ubrań, bo mają punkty, które im to realizują za darmo. Jedyne na co muszą mieć to na alkohol/inne uprzyjemniacze. Tacy bezdomni – właściwie kloszardzi – często są w stanie paliatywnym i to ze swojego własnego wyboru.

Poniżej zachęcam do obejrzenia ciekawego materiału z kanału LTV, który pokazuje to w praktyce.

Niestety takich przypadków jest przeważająca ilość. Zdarzają się sytuacje, gdy ktoś znajduje się w przejściowej bezdomności i daje radę się podźwignąć bez zaznaczania w swoim życiorysie tego faktu. Też są bezdomni, którzy nie piją, a którzy z innych przyczyn nie są w stanie sami się podźwignąć, ale w pełni deklarują chęć wyjścia. To ci ludzie zasługują na szczególną uwagę (inny mój artykuł i więcej na temat pomocy) w kwestii rokowania.

Poniżej jeszcze jeden ciekawy reportaż, zamieszczony na kanale itv!, o osobie bezdomnej, której wyborem jest ten stan. Jest to sytuacja, którą bohater w pełni akceptuje i jest to jego sposób na życie.

Czy w takiej sytuacji rozsądnym jest wychodzenie z propozycją pomocy, polegającą na wstawienie go w ramy, które nam się wydają normalne?

Oczywiście jesteśmy społeczeństwem z rozwiniętym systemem opiekuńczym i dopóki taki człowiek żyje – nieważne jak bardzo jest zdegradowany społecznie – będzie mógł liczyć na ochronę jego życia. Nawet jak to życie będzie związane z mieszkaniem w szałasie do końca swoich dni, a z naszej strony najlepszą pomocą dla nich będzie kanapka lub koc, niż 20 złotych na pół litra wódki.

Życzę Państwu Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku.