Hejt na JTO

Dłuższy czas nie śledziłem na bieżąco poczynań bohatera i głównego coacha kanału Jak to ogarnąć? – pana Jacka Kurzątkowskiego. Zakodowałem mniej więcej nowy schemat działania, który absolutnie nie zmienia nic w moim podejściu do niego. Właściwie, to już wszystko napisałem co mi się nie podoba i wydawałoby się, że w tym kierunku nie ma już co dodać, ale trafiłem na film na serwisie Youtube pt.: “MOWA NIENAWIŚCI” na kanale Co Jest Cięte.

Nie będę się szerzej odnosił do zjawiska hejtu internetowego, bo nie mam kompetencji w tej dziedzinie. Wychowałem się na Dolnym Mokotowie w epoce przemian. Były to przełom lat ’80 i ’90 XXI wieku. Czas gdy królowały walkmany, a ortalionowy dres w kolorze szyi koguta Pawia indyjskiego był szczytem elegancji i metodą do zaciągnięcia prawie każdej posiadaczki fryzury “na Alfa” do łóżka. Byłem nielicznym fanem muzyki metalowej na Czerniakowie. Długie włosy i dziwny sposób ubierania się, kierował na mnie hejt z prawdziwego zdarzenia. Kończył się najczęściej podbitymi oczami, złamanymi nosami, powybijanymi kostkami w rękach i to po jakimś czasie, głównie u hejterów. Taki sposób realizowania stosunków na podłożu międzyludzkich i po licznych konfrontacjach, zupełnie mnie uodpornił na lęk wywołany opinią innych – nawet gdy była wyrażana niewerbalnie. Na koniec lat ’90 praktycznie wszystko ucichło. Policja zaczęła działać jak należy, stare łobuzy powyrastały lub już miały plany długoterminowe w ZK, a ja poprzez naście lat treningów stałem się niewygodnym obiektem trenowania na mnie “mowy nienawiści” – do tego najczęściej chętnym do rozwiązywania niedomówień na najbliższej ubitej ziemi (obecnie jedynie na cyberziemi).

Oczywiście powyższe metody rozwiązywania problemów z hejtem nie sprawdzają się w 2019 roku. Uważam, że w przypadku nieproporcjonalnej i nieracjonalnej agresji (każdej: słownej i fizycznej), powinno się powiadamiać odpowiednie służby, zablokować na kanale (jeżeli mówimy o Youtube), poinformować opinię publiczną o skutkach takich zachowań (upubliczniać wizerunki i wyroki na sprawcach), a samemu uczyć się odpowiedniego reagowania na takie działanie (min. zgłaszania tego, czyli czytaj od początku te zdanie), samemu nie biorąc tego do siebie. Wiem, że łatwo tak powiedzieć staremu weteranowi wojen podwórkowych, ale innej metody nie ma.

Dobra! Wyjawiłem swoją niekompetentną solucję na hejt, to przejdę do samego autora kanału JTO, bo nasuwa mi się pewne spostrzeżenie, a może raczej pytanie:

Czy aby pan Jacek, skarżący się na hejt*, nie jest przypadkiem sam hipokrytą?

*nie mówię tu o stalkingu, bo nieważne co by on zrobił, nie ma nikt prawa go w ten sposób nękać – zakładam, że jest to prawda co mówi

Od samego początku istnienia jego kanału, jedynym celem było zdobycie rozgłosu i zbudowanie marki do promowania swoich kursów. Nie było by w tym zupełnie nic złego, gdyby nie to, że na rozruch używał pan Jacek nie swojego budżetu i ignorował wolę swoich mecenasów, zmieniając sobie regulamin zbiórki, gdy tylko naszła go taka ochota. Dysponując pieniędzmi w sposób bardzo nieodpowiedzialny, doprowadził do wydania ich praktycznie wszystkich nie osiągając żadnego wyższego celu, oprócz nakręcenia swoich liczników osobami, które sam klasyfikuję tam, gdzie mniej więcej są czytelnicy Faktu.

Tematy ludzi dysfunkcyjnych społecznie, bezbronnych na manipulację, używał do promocji. Bawiąc się w dziennikarza, który nie mając kunsztu, ani nie stosując żadnych wyznaczników takiej pracy, tworzył “potworki paradokumentalne”, które zupełnie nic nie wnosiły do przestrzeni publicznej. Wiem, że dla niektórych jest to nowe, ciekawe, ale z rzetelnym dokumentem nie ma to nic wspólnego. Możemy w tym miejscu wziąć na porównanie serię “Na marginesie”. Seria ta pokazuje rzeczywistość w sposób obiektywny, z dystansem. “Dokumenty” naszego bohatera nie mają żadnej pointy, są pozostawione samemu sobie lub ocenione w pokrętny sposób przez prowadzącego.

Cofnijmy się trochę w czasie znowu do ery bez komputerowej. Czy zachowanie z korytarza szkolnego, gdy stali młodzieńcy i wybierali tego jednego, lekko opóźnionego i wysyłali na jakąś straceńczą misję – np, żeby chłopakom ze starszej klasy powiedział coś, za co dostał po uchu ku uciesz widowni – nie jest bardzo podobna do zabawy tymi nie do końca radzącymi sobie społecznie? Czy takie infiltrowanie bez celu środowiska, które zostało wielokrotnie zinfiltrowane (przez naukę i opisane w licznych publikacjach) nie jest zabawą kosztem słabszego? Czy w takim przypadku jak opisanym na początku tego paragrafu, używając dzisiejszej nomenklatury, nie nazwalibyśmy tych młodych ludzi hejterami? Czy film tworzony dla korzyści swojej, kosztem innych nie jest działaniem hejterskim?

No i na koniec powtórzę. Jestem całkowicie przeciwny bezzasadnej fali nienawiści, która przetacza się w komentarzach. Niemerytoryczne wpisy, najczęściej wypluwane przez osoby niewykształcone i prymitywne powinny być blokowane, a w przypadkach skrajnych, zgłaszane do organów ścigania. Oczywiście, to nie tyczy się tylko i wyłącznie komentujących. Autorzy też mogą być hejterami, zachowując przy tym nienaganne maniery i zawsze piękne uczesanie.