Konie i siłownia

Dziwny tytuł, nie? Postanowiłem, że po cyklu o kanale Pana Jacka, nie będę na siłę produkował treści i w ogóle nic nie napiszę, jeżeli nie będzie ku temu wystarczającego powodu. Chciałem na warsztat wziąć ostatnio, popularny w sieci, projekt “Klaudiusz” – o człowieku, który założył sobie konto na Tinderze i nieswoimi zdjęciami oszukiwał kobiety. Nie jest wykluczone, że w najbliższym czasie napiszę o tym kilka zdań.

Dzisiejszy temat jest mocno związany z powyższym, bo dotyczy relacji damsko-męskich.

Jest taki kanał na Youtube pana Adolfa Kudlińskiego. Jest tzn preppersem, tzn. jest osobą przygotowaną do ewentualnej zagłady nuklearnej – na pewno o tej postaci jeszcze coś napiszę, bo jestem idolem. On gdy zaczyna film, praktycznie każdy, mówi “SZAnowni Państwo!” i ja też w tym kanonie rozpocznę swoje wywody.

Szanowni Państwo! Co to jest SIŁOWNIA? … no ten początek w każdym filmie pana Adolfa wywołuje u mnie poprawę nastroju. Jak to napisałem, to usłyszałem jego słowami, jak to wypowiada. No ale dobra, do rzeczy…

Mam w dalszej rodzinie fana siłowni. Jest to miłośnik z tych, co to jak się go zapyta, co będzie robił w ferie, to odpowie “- biceps i klatę”. Facet nie lubi robić innych partii mięśniowych, bo jest tzn. klasykiem i zmierza do budowy Johnny’ego Bravo (postać z kreskówek). Ludzie Ci co go nie znają pewnie by go nazwali “Sebą”, a wcale nie ma tak na imię 🙂 Tak to jest w naszym społeczeństwie, że rządzą nami stereotypy i nie ważne, czy gość by wyciągnął dyplom z fizyki kwantowej, będzie już naznaczony tym imieniem.

Ja od kilku lat też się wziąłem za siebie i zacząłem trochę machać żelastwem. Jakiś czas temu, z wymienionym wcześniej panem “S”, podczas jakiejś losowej rozmowy, zaczęliśmy poruszać istotę rozwoju swojej sylwetki i zadeklarowałem chęć przyjrzenia się jego metodom treningowym. Umówiliśmy się na wspólny trening. Długo nie czekając, wdrożyłem plan w życie i już siedziałem na siedzeniu pasażera samochodu zmierzającego do jednego z warszawskich gymów – czyli po Polsku – siłowni.

Żeby mieć pełną jasność. Pan “S” jest typem o chudych nogach i nieproporcjonalnie dużych rękach. W przeciągu kilku minut, gdy już zaaklimatyzowałem się w nowym miejscu i zbiłem piątki z jakimiś randomowymi ćwiczącymi, podeszło jeszcze dwóch panów “S”, którzy byli jeszcze okazalsi, niż mój kuzyn. Żeby zobrazować “okazałość” posłużę się takim (uwaga czarny humor) porównaniem. Jeżeli tym moim “S” mieli by się żywić kanibale, to by wioska zjadła i dzień mieli by z głowy. Jakby wzięli na warsztat tych dwóch, to by szaman wybiegł w szale krzycząc “- TEGO NIE PRZEJEMY!!!”.

W tym miejscu przerwiemy ten wątek. Przeniesiemy się w czasie i przestrzeni do podwarszawskiej stajni, gdzie akurat załatwiłem pewną sprawę. Było to w tym tygodniu i już nadeszły do nas mrozy. W większości stajni wszelakich, znajdują się pokoje socjalne, gdzie się można napić ciepłej herbaty i posiedzieć przy piecyku. Ja również potrzebowałem posiedzieć przy piecyku, a przy okazji zrobić coś na komputerze. W trakcie prac, do pokoju weszły dwie dziewczyny. Wzięły coś do picia i usiadły przy palącym się kominku. Jeżeli nie wiecie jak wygląda typowa pani do koni, to jest to szczupła (50-60 kg max), wysportowana, czasami kulejąca (hehe – kumaci wiedzą, o co kaman) osoba. To były typowe koniary, w bryczesach, sztybletach, kurtkach zimowych.

Z natury nie jestem wścibski i nie lubię podsłuchiwać, ale rozmowa pań nie była nastawiona na dyskrecję. Stosunkowo mała odległość, też nie stanowiły bariery dźwiękowej. Nie jest to dokładny scenopis, jedynie przytoczenie, ale rozmowa brzmiała mniej więcej tak:
– no co tam?
– a nic, tak mnie jakoś plecy bolą – odpowiada bliżej siedząca.
– mi tez ostatnio się ta kontuzja odnowiła. Kopnął mnie.
– mój też. Dobrze, że był rozkuty. Takie kopnięcie w mięśnie to nawet gorsze, niż ból od złamanego kręgosłup.
– mój mnie kiedyś, jak była mała, rzucił za obojczyk…
… siedziały jeszcze chwilę w milczeniu. Jedna dopiła, na pożegnanie jeszcze rzuciła.
– idę do konia.

To ja też wrócę do koni… na siłowni. Stoją trzy kupy mięsa. Dwóch powyżej 110 kg, trzeci ok 100 kg. Napakowani, groźni, nie cieszyłbyś się jakbyś takiego spotkał w ciemnej ulicy. No i jeden mówi do reszty:
– chłopaki. Tu mi wyskoczyła taka drobna wysypka, tu na barku, widzisz?
– no, widzę, widzę – odparł jeden zmartwiony.
– chłopaki, co wy bierzecie na to? Jakieś kremy? ….

Mózg roz… Co poszło nie tak? Ewolucjo? Oczywiście, zaznaczam, że to jest jedynie moja obserwacja i nie jest to standard, ale przyznacie, że kontrast widoczny. Kto w takim razie w tych czasach wygra wyścig o dominację?

Who is a tough guy!!!??